Przypadki są przeznaczeniem
O muzycznej karierze, popularności, modzie i biżuterii Ilonie Adamskiej opowiada gwiazda polskiej sceny muzycznej, jedna z najznakomitszych postaci naszej piosenki - Krystyna Prońko.
|
| fot. Sebastian Skalski |
| Ocena: 3,75 |
|
|
W życiu postawiła pani na muzykę. Skąd wzięła się u pani potrzeba śpiewania?
Czy ja wiem?! Jako dziecko bardzo lubiłam śpiewać i muszę przyznać, że nieźle mi to wychodziło. A postawiłam na muzykę, ponieważ po egzaminach do szkoły muzycznej moi rodzice usłyszeli, że powinnam iść w tym kierunku i tak mną kierowali, że muzyka była bardzo ważną częścią mojego dziecięcego życia.
Wróćmy zatem na chwilę do przeszłości. Może na początek troszkę historii. Zadebiutowała pani w roku...
Nie pamiętam w którym to było roku. Zaśpiewałam publicznie na ognisku kolonijnym piosenkę z repertuaru Paula Anki pt. "Diana". A potem to już były poważniejsze występy, m.in. w różnych zespołach szkolnych, w Domach Kultury i w zespole "Refleks" razem z braćmi i kolegami. Z tym zespołem zostałam wyróżniona jako organistka, na Festiwalu Awangardy Beatowej w Kaliszu, chyba w 1969 r. Poważny debiut zawodowy miał miejsce w 1970 r.
Ktoś kiedyś powiedział, że jest pani jedną z najznakomitszych postaci polskiej piosenki, a pani oryginalny głos o ogromnej skali i dynamice, poparty świetną techniką i gruntowną wiedzą muzyczną, to już klasa sama w sobie. Czy będąc jeszcze studentką na wydziale Jazzu i Muzyki Rozrywkowej Akademii Muzycznej w Katowicach marzyła pani o wielkiej sławie i popularności?
Nie myślałam wtedy ani o sławie, czy choćby popularności ani o pieniądzach. Chciałam skończyć studia i śpiewać, muzykować, być w świecie muzyki i ludzi z muzyką związanych.
Proszę opowiedzieć zatem o początkach swojej muzycznej kariery, która na dobre rozpoczęła się po skończeniu przez panią studiów...
Bardzo się cieszę, że miałam okazję i przyjemność, na początku mojej pracy artystycznej pracować z Czesławem Niemenem, który zaprosił mnie i moje koleżanki do współpracy w chórku. Wynikiem tej współpracy były koncerty i płyta, podwójny LP(long play - przyp. red.) nagrany w końcu 1970 roku. Potem były wyjazdy ze Skaldami i Czerwonymi Gitarami do ZSRR, no i w końcu krótko istniejący zespół Pokolenie, w którym już byłam solistką. Zespół ten prowadził muzycznie Janusz Koman. To on, specjalnie dla mnie założył zespół Koman Band i z tym zespołem wystąpiłam na festiwalu w Opolu, w 1973 r., w koncercie "Interpretacje". Zdobyłam w jawnym głosowaniu jury same piątki w skali od 1 do 5 i wygrałam ten konkurs. Potem były następne festiwale , w 1974 r. pierwsza płyta LP, który miał bardzo brzydką okładkę (śmiech).
|
| fot. Sebastian Skalski |
| Ocena: 3,50 |
|
|
Pani pozycję, doskonały warsztat wokalny potwierdzają z pewnością liczne zaproszenia na koncerty m.in. w Norwegii, Szwecji, Kanadzie czy Estonii, a także udział w wielu prestiżowych festiwalach w Moskwie, Pradze i Berlinie. Który z występów wspomina pani najczęściej?
Nie mam takiego koncertu. Każdy koncert był inny - choć z podobnie ułożonym programem, niepowtarzalny, czasem mniej udany, czasem znakomity czy bardzo dobry. To są chwile i emocje w nich zawarte.
Występowała pani także za Oceanem. Czy muzyka może zatem łączyć kontynenty?
Pewnie łączy, bo przecież kultury się przenikają i mieszają, wędrując po świecie wraz z muzykami i koncertami.
Jaki rodzaj muzyki jest najbliższy pani sercu?
Trudno jednoznacznie odpowiedzieć, ale najbliższe jest mi łączenie różnych rodzajów muzyki. Czasem z takich połączeń wynikają bardzo dobre rzeczy, czasem nie. Ale to mi najbardziej odpowiada.
O czym pani najczęściej śpiewa?
Chyba jednak o miłości... ale zaśpiewałam sporo piosenek o innej tematyce.
Czy bycie osobą publiczną i rozpoznawalną daje się pani we znaki?
Teraz już mi to nie przeszkadza, ale czasem bywa wesoło, szczególnie wtedy, gdy publiczności mieszają się nazwiska piosenkarzy, aktorów, muzyków. Z reguły są to jednak miłe sytuacje.
Zatem popularność męczy?
Chyba nie aż tak bardzo. To bywa przyjemne...
|
| fot. Jacek Poremba |
| Ocena: 4,33 |
|
|
Jak mogłaby pani określić w kilku zdaniach swój charakter?
Czy ja wiem, to dość trudne pytanie... Może innym razem ...
Mówią o pani, że jest pani silną, zaradną, pewną siebie kobietą. Trudno jest być pani zdaniem kobietą niezależną?
Jak się chce być niezależną kobietą, to się dąży do tego. Nie wiem czy to trudne, czy łatwe. Ja się dobrze z tym czuję.
Jest Pani atrakcyjną kobietą, pewną swojej wartości i kobiecości. Jak zatem określiłaby Pani swój styl? Jak lubi się Pani ubierać?
Lubię ubierać się tak, by mój strój zawsze pasował do okoliczności. Poza tym muszę dobrze czuć się w tym, co mam na sobie, no i dobrze wyglądać (śmiech).
Śledzi Pani najnowsze trendy w modzie?
Trendy w modzie to… tylko trendy. Ślepo nie idę za modą i nigdy nie szłam. Lubię sobie popatrzeć na to, co moda aktualnie pokazuje. Czasem coś mi się podoba. Ale tak naprawdę „ulica” dyktuje modę. Oglądanie ludzi na ulicy bywa często inspiracją dla mojego sposobu ubierania się.
A co z dodatkami? Biżuterią?
Kocham biżuterię. Nie mam jednak określonych preferencji co do rodzaju. Wyrób musi mnie zafascynować. Preferuję białe złoto, platynę, łączenia żółtego złota z białym, srebro, zielone kamienie, brylanty ,perły, masę perłową. Uwielbiam bransoletki i klipsy (nie mam przekłutych uszu). Nie przepadam za naszyjnikami, wisiorkami. Kocham biżuterię unikatową, rękodzielniczą.
Ma Pani ulubione marki?
Nie mam ulubionych marek, i zdarza mi się znaleźć coś, co mi się podoba w różnych dziwnych miejscach. Dodatki kupuję w Polsce, ale także bardzo często podczas zagranicznych wojaży.
Wierzy pani w przypadek czy przeznaczenie? Lubi pani pomagać szczęściu?
Powiedziałabym, że przypadki są przeznaczeniem. Nic nie dzieje się bez przyczyny. W różne wróżby zdecydowanie nie wierzę.
No dobrze. Przypuśćmy, że Krystyna Prońko wygrywa milion w loterii. Na co przeznaczyłaby pani wygraną?
Większą część pieniędzy przeznaczyłabym na inwestycje... ale po co o tym myśleć - nie daje losowi szansy, bo nie gram na loterii.
Rozmawiała: Ilona Adamska, I.D.Media
|