Moja biżuteria nie jest łatwa
Jacek Wysokiński jest projektantem biżuterii od 1994r. Oprócz wykształcenia technicznego jak i wieloletniej samodzielnej nauki złotnictwa ukończył Szkołę Złotniczą w Pforzheim w Niemczech. Od ok. 15 lat biżuteria przez niego projektowana wystawiana jest w renomowanych galeriach w Polsce, krajach europejskich jak i za oceanem. Brał udział w wielu wystawach i przeglądach w kraju i za granicą – w Legnicy, Krakowie, Warszawie, Monachium, Strasburgu, Stockholmie i Londynie. W swoich projektach próbuje połączyć tradycyjną funkcjonalność przedmiotu jako biżuterii z nowoczesną formą przestrzenną często inspirowaną architekturą stworzoną przez ludzi, jak i tą tworzoną przez naturę. Wszystko to stara się tworzyć w duchu idei Bauhausu, tak by sprzęgnąć ze sobą techniczne i technologiczne aspekty konstrukcji z estetyczną, może nowatorską formą plastyczną.
|
| Ocena: 3,94 |
|
|
Na początku zajmowanie się biżuterią było moim hobby, do pewnego momentu byłem samoukiem. Historia zaczęła się w Niemczech. Chodziłem do szkoły językowej, w której jedna z nauczycielek znała bardzo popularnych projektantów niemieckich – Egona Franka i Sabine Brandenburg-Frank. To są topowi designerzy projektujący w tej chwili kolekcje Izabelle Fa , Heinrich Denzel, Gellner Schmuck i kilku innych - nawet o tym nie wiedziałem. Po tygodniowej praktyce próbnej doszli do wniosku, że lepiej będzie jeśli pójdę do szkoły i tam się czegoś nauczę. Dowiedziałem się wtedy po raz pierwszy o istnieniu takiej szkoły i rzeczywiście dostałem się do niej. Po ukończeniu pracowałem jeszcze w Niemczech przez dwa i pół roku w Bonn w atelier Koersgen robiąc luksusową biżuterię z platyny, złota, miałem do czynienia z luksusowymi zegarkami takimi jak Jaeger Le Cultre Rolex Hublot Breitling i innymi. Gdy wróciłem do Polski dostałem się do Legnicy na wystawę „Młodzi twórcy - galerie prezentują”, która była pierwszą moją wystawą w Polsce. Poznałem środowisko, brałem udział w kilku Camelotach, kilku wystawach w Legnicy, przeglądach w Krakowie, Sztokholmie, Warszawie.
|
| Ocena: 3,86 |
|
|
Od 95 roku pracuję jako projektant. Ostatnimi czasy zajmuję się głównie projektowaniem wzorów. Współpracuję z kilkoma firmami i sprzedaję projekty. Nie zajmuję się produkcją ani sprzedażą, tylko projektuję. Od czasu do czasu robię wzory dla znajomych. Poza tym staram się wejść na zagraniczny rynek, działam sam, bez pośredników, bo to nie do końca funkcjonuje. Biorę udział w targach jako projektant, działam bez firm pośredniczących, nawiązuję bezpośrednią współpracę z galeriami i sklepami jubilerskimi w europie.
Polscy projektanci w Zachodniej Europie prawie nie istnieją.
Ludzie ich po prostu nie znają choć biżuteria jest w wielu renomowanych galeriach i firmach jubilerskich Nasz rodzimy rynek nie jest miejscem, gdzie można zabłysnąć projektując biżuterię. Projektantami są różni przypadkowi ludzie. W Europie Zachodniej dba się o to, żeby czołówka była na światowym poziomie, a w Polskę zazwyczaj reprezentują ludzie, którzy niekoniecznie powinni to robić. Dlatego trzeba samemu zadbać o bycie rozpoznawalnym. Projektanci muszą zaistnieć na rynku poprzez targi i wystawy bez pomocy pośredników, którym nie zależy na promowaniu nazwisk. Artyści mają już inne ścieżki, bo robią co innego i mają innych odbiorców. Przykładem z Polski może być Arek Wolski który w tej chwili odnosi naprawdę duże sukcesy na tym polu pokazując swoje obiekty w czołowych galeriach sztuki w europie i USA. W tym przypadku nie sklepy jubilerskie, tylko galerie, które skupiają kolekcjonerów i kustoszy Muzeów są odbiorcami. Sztuka to zupełnie inny rynek.
W przyszłym roku chcę wystąpić na targach inhorgenta europe
jako projektant w galerii Forum Konzepte na hali C2
Interesują mnie różne dziedziny, nie tylko sztuki. Lubię architektoniczne konstrukcje przestrzenne. Zawsze zajmowałem się wieloma różnymi rzeczami - modelarstwem lotniczym, elektroniką, lubiłem majsterkować, interesowałem się sztuką, malowałem, robiłem projekty mebli. Wszystko co powstaje wynika z obserwacji otoczenia, pomysły bardzo często przychodzą w dziwnych miejscach, na rowerowych wycieczkach. Widzę jakiś kształt, który mi się podoba i potem próbuję coś na to podobieństwo stworzyć. Nie ma rzeczy, które są znikąd, zawsze inspiracja skądś musi przyjść.
|
| Ocena: 2,86 |
|
|
W tej chwili pseudo-sztukę biżuteryjną opanowała sztuka konceptualna modna w latach 60-tych, kompletna negacja warsztatu, artysta nie musi być wykształconym rzemieślnikiem. Bo jeśli jest się malarzem, rzeźbiarzem czy architektem trzeba mieć opanowany warsztat. Być rzemieślnikiem w tej dziedzinie.
Konceptualizm w innych dziedzinach sztuki jest zdecydowanie passe.
Mnie zawsze denerwuje w środowisku złotniczym podział na rzemieślników i artystów. Uważam, że sztuka i design to dwie różne rzeczy. Działają na innych zasadach. Obraz czy rzeźba nie musi być funkcjonalna. Funkcjonalność i rzemiosło nie mają w sztuce aż tak wielkiego znaczenia, co innego w designie. Być może dlatego właśnie dzisiaj tak wielu ludzi zajmuje się sztuką konceptualną. Nie wymaga wielkich zdolności czy umiejętności, wystarczy mieć jakiś pomysł i nawet nie trzeba go realizować, wystarczy o nim opowiedzieć.
Nie jestem artystą, jestem projektantem.
Większość ludzi w Polsce robiących biżuterię to lepsi lub gorsi rzemieślnicy, którzy próbują naśladować czy kopiować lub być projektantami, albo artyści, którzy kompletnie nie mają nic wspólnego z biżuterią, tylko wykorzystują tę konwencję do przekazania czegoś. Wtedy najbardziej widać braki w rzemiośle. Dla mnie najważniejsze jest projektowanie przedmiotów użytkowych, nie chcę robić sztuki, wymyślać idei, tylko tworzyć konstrukcje, formy które też czasem mogą przekazywać jakąś treść.
|
| Ocena: 1,80 |
|
|
Biżuterią może być prawie wszystko, ale sztuka złotnicza to co innego niż design i inne rodzaje sztuki. Designerzy próbują tworzyć wykorzystując rzemieślnicze klasyczne formy, ale zawsze to będzie biżuteria funkcjonalna do noszenia. Artyści złotnicy – to nieporozumienie. Artysta to artysta, raz coś napisze, raz coś namaluje, jest wszechstronny. Na całym świecie szkoły kształcące designerów czy projektantów to politechniki – wyższe szkoły techniczne związane bezpośrednio z przemysłem. Ludzie po ASP nie są designerami. Jeśli już mówimy o tych podziałach, to nie jest tak , że jedni są lepsi a drudzy gorsi. Jeśli ktoś skończył jakakolwiek szkołę i zajmuje się biżuterią to nie podlega to ocenie. Dopiero to co robi świadczy o jego poziomie.
Podstawowy podział według mnie to artyści i designerzy.
Artyści to ci, którzy są bardziej projektantami niż rzemieślnikami i działają na wielu polach potrzebując do realizacji swoich pomysłów ludzi z różnych dziedzin. To co tworzą nie musi być funkcjonalne choć często opiera się o uczciwe rzemiosło i wykorzystywanie nowych technologii ale cel jest inny. Designerzy czasem również potrzebują wsparcia rzemieślnika, ale zawsze to co tworzą jest przedmiotem funkcjonalnym. Niektórzy rzemieślnicy potrzebują wsparcia projektanta i to chyba najczęstszy przypadek w Polsce. Duże firmy rzemieślnicze potrzebują projektantów. Artyści są zupełnie poza tym, ich nie obowiązują te same reguły. Artysta powinien być tak wszechstronnie wykształcony, żeby wystartować w wielu dziedzinach, i wszędzie pełnić rolę przewodnia, może z lekkim wsparciem rzemieślnika lub działać na jego zlecenie. Dobrym przykładem artysty rzemieślnika jest Daniel Libeskind. Jest bardzo wszechstronny, to prawdziwy artysta i projektant. Potrafi być świetnym designerem i zaprojektować serwis do herbaty, dom, budynek komercyjny, czy napisać wiersz dekonstruktywistyczny. Tworzy bardzo konceptualne obiekty, które są funkcjonalne, mają technologiczne i warsztatowe podstawy. Architektura jest najlepszym przykładem wykorzystania idei Bauhausu. Artysta architekt musi współpracować z rzemieślnikiem, inżynierem budowlanym.
Komputer jest tylko narzędziem, ale wspaniałym.
Podając przykład Tomka Ogrodowskiego, który jest wszechstronnie wykształconym plastykiem projektantem - potrafi wykonać biżuterię bez komputera, wie jak ją zrobić od strony rzemieślniczej. Jego komputerowe projekty mają ręce i nogi, dają się wykonać w rzeczywistości. Wielu ludzi uważa, że sam program wystarczy i już jest się projektantem biżuterii. Nic bardziej złudnego. Nie wystarczy kupić skrzypce, żeby być dobrym muzykiem. Mnie komputer nie jest potrzebny. Mam swoje pomysły w głowie i potrafię je przerobić innymi sposobami. Używam cienkiej blachy miedzianej, tekstury, rysuję, wycinam, robię modele. W wielu wypadkach komputer by mi pomógł, ale tylko jako narzędzie. Może zrobiłbym więcej projektów, może byłyby one dokładniejsze, ale różnica byłaby niewielka.
Moja biżuteria nie jest łatwa w odbiorze,
nie wszyscy byliby ją w stanie nosić.
Najczęściej robię biżuterię ze srebra, kiedyś robiłem ze stali nierdzewnej, używałem tworzywa sztucznego, platynę, złoto, pallad. Robiłem bardzo dużo biżuterii z kamieniami naturalnymi, szlachetnymi, bo miałem dużo kamieni z Niemiec, które w Polsce nie były jeszcze tak szeroko dostępne. Zbieram się aby wrócić do kamieni. Kolory są ważne, choć kolor to niekoniecznie kamienie, to też zestawienia kolorystyczne metali. Nie ma jednak rynku na rzeczy duże z platyny, żółtego i białego złota. Jeden naszyjnik kosztowałby tyle co samochód. Trudno byłoby też wykonywać taką biżuterię ze względów finansowych i pewnie niewielu byłoby na nią chętnych. Co innego pierścionki czy obrączki zaręczynowe – te wykonuję z palladu, platyny białego złota, z brylantami. Ale to są już bardziej klasyczne wyroby. Ludzie wolą właśnie takie klasyczne rzeczy. Zdarzyło mi się popełnić obrączki z tytanu, czy stali ale to rzadkość, że ktoś jest otwarty na niestandardowe rozwiązanie.
|
| Ocena: 3,85 |
|
|
W Polsce trudno mówić o trendach. W tym kraju trendy polegają na tym, że ktoś coś gdzieś zobaczy, na przykład w Stanach albo w Zachodniej Europie i to się wtedy staje trendem. Ale na pewno można zauważyć powrót do biżuterii barokowej, ozdobnej, z kamieniami i do biżuterii klasycznej. Klasycznej w tym sensie, że czerpie się ze wszystkiego co było wcześniej. Chyba najbardziej widać to w tak zwanej biżuterii popularnej. Dużo jest połączeń różnych materiałów, koronek. To nic nowego to powrót do biżuterii sprzed kilkuset lat. Widać też powrót do grupy dużych łańcuchów. Ta moda powróciła dzięki temu, że kilku dyktatorów mody zaprezentowało na pokazach wielkie grube łańcuchy. W ten sposób znowu wróciła moda na dużą biżuterię.
■
Magdalena Brozio
Fot.: Archiwum Jacka Wysokińskiego
|