Rynek jest konsekwencją wychowania
Studiował oceanografię i właśnie wtedy odnalazl biżuterię jako pasję. Projektowaniem i designem zajmuje się od 12 lat, jego prace pokazywane były w wielu galeriach polskich i zagranicznych. Współtworzy Grupę Sześć, a od niedawna sam buduje własną markę. W tym roku otrzymał glówną nagrodę w prestiżowym konkursie inicjowanym przez targi inhorgenta europe INNOWACJE 2010.
Ocena: 2,75
Czy coś się w Pana zawodowym życiu zmieniło po zdobyciu nagrody przyznanej w tak prestiżowym konkursie jak INNOWACJE 2010?
Chyba się nic nie zmieniło. Inhorgenta to typowo komercyjne targi z platformą promującą artystów projektantów. Myślałem, że to nie jest miejsce na pokazywanie takich rzeczy jak robię, ale się pomyliłem. Tam oceniają fachowcy, którzy dużo widzieli i zajmują się tym zawodowo. Okazało się, że to był dobry ruch pokazać niekomercyjne wzory. Z nagrodą związana jest na pewno promocja, ale to się tak szybko i w oczywisty sposób nie przekłada na korzyści, choć nazwisko się gdzieś pewnie pojawiło. Na pewno warto próbować.
Ocena: 3,00
Czyli warto skusić się na niekomercyjne projekty. Zaczynał pan jednak od klasycznego bursztynu.
Tak, na początku pracowałem dwa miesiące w szlifierni i wtedy często używałem bursztynu, z tego też powodu, że mieszkałem w Gdańsku, gdzie był on łatwo dostępny. Teraz bursztyn zszedł już na dalszy plan. Teraz robię rzeczy przede wszystkim z metalu. Bez specjalnych dodatków, kamieni.
Czy prace muszą mieć przekaz?
W niektórych rzeczach jest jakiś wiodący pomysł, który jest odczytywany. Niespecjalnie zależy mi na odczytaniu tego, co dokładnie myślałem. Jeśli ktoś ma własne wrażenia, to są one równie dobre.
Ocena: 3,50
Co Pana inspiruje?
Życie. Wszystko. Pomysły przychodzą w różnych momentach. Czasem sam nie rozumiem skąd są i co znaczą. Jak oglądam wykonane przez siebie rzeczy jestem na równi z publicznością. Bo do mnie przychodzi konkretny pomysł. Kiedy już skończę, oglądam rzecz, która urodziła się w całości, nie znam przyczyn, inspiracji, tego wszystkiego co sprawiło, że powstała. Jestem wtedy na takiej samej pozycji jak każdy, kto widzi ją po raz pierwszy.
Porozmawiajmy o Grupie Sześć. Prezentujecie ciekawy rodzaj współpracy, bo wszyscy moglibyście ze sobą konkurować, a wy zebraliście się w jedną grupę i tworzycie razem.
Konkurujemy w części komercyjnej naszej działalności. Ale nasza grupowa działalność jest dla przyjemności, dla uspokojenia własnych potrzeb, więc jest nam w tym łatwiej. Robimy wystawy od dziesięciu lat. Akceptujemy własne style, nikt spośród nas nie odbiega specjalnie od naszych wizji. Raz w roku robimy wystawę premierową, która zwykle odbywa się w Gdańsku. Bierzemy na warsztat jakiś temat, i realizujemy wspólny projekt o tyle, że odnosimy się do wcześniej wspólnie ustalonego tematu. To, że jesteśmy razem pozwala nam lepiej zorganizować dane przedsięwzięcie, bo robimy wszystko własnym sumptem. Są i logistyczne przygotowania i sama ekspozycja, jest trochę pracy. Jest to całkowicie niezależny projekt odcięty od komercyjnych historii.
Ocena: 3,00
Jak to jest być w Polsce osobą żyjącą z projektów designerskich?
Dotychczas każdy jakoś sobie radził. Od paru lat nastały trudniejsze czasy. I wydaje mi się, że będą coraz trudniejsze. Do tej pory wszystko załatwiałem przez pośredników. Po targach inhorgenta próbuję budować własny wizerunek. Teraz są takie czasy, że bez własnej marki się nie da. Jest to bardzo pracochłonne i kosztowne ale nie ma innego wyjścia jeśli chce się odnieść korzyści finansowe. Rynek jest zapchany, duże firmy zdobywają kolejne sektory. Kiedyś od nich pochodziły wyłącznie komercyjne projekty, a dziś mają coraz lepszych projektantów. Różnica między biżuterią designerską, która była zarezerwowana dla małych pracowni coraz bardziej się zaciera. Można już kupić całkiem dobre rzeczy w dużych firmach. Przy czym one mają nieporównywalne narzędzia do promocji i sprzedaży. W tej branży przetrwają tylko i wyłącznie ludzie, którzy będą potrafili znaleźć się w tej nowej sytuacji.
Ocena: 3,00
Polski design ma się dobrze?
Teraz polski design całkiem nieźle sobie radzi. Jakiś czas temu byłem w Londynie na targach, pokazywałem swoje rzeczy, widziałem też nowe polskie pomysły, były tam bardzo widoczne. Bardzo ciekawe projekty. Jak tak dalej pójdzie to naprawdę staniemy się zagłębiem designerów. Jednak bardzo daleko nam jeszcze na przykład do Danii, gdzie gdy człowiek wysiada z samolotu to nawet ławki na lotnisku przedstawiają super design. Gdy ludzie wyrastają pośród dobrych rzeczy, mają zupełnie inny gust. U nas to wszystko jeszcze raczkuje. Architektura, domy, które się stawia - polski gust jest tragiczny. Polski design dopiero raczkuje i jeszcze kilka lat musi minąć żeby coś z tego było. Co ciekawe wydaje mi się, że jest bardziej zauważalny na zachodzie niż tutaj. Ja na przykład swoich rzeczy unikatowych nie mam gdzie pokazywać. One funkcjonują tylko na Zachodzie. Sprzedaję w galerii w Niemczech i w Londynie, a w Polsce nawet nie ma takiego miejsca, które byłoby przeznaczone tylko i wyłącznie do pokazywania designerskich rzeczy. Nie istnieją profilowane galerie, gdzie przychodzą kolekcjonerzy i ludzie zainteresowani designem, szukający konkretnych rzeczy. W Polsce nie ma tego na rynku, a ci którzy kupują dobry design stanowią mikrorynek. Tym bardziej, że jeszcze kierują nimi marki, ich wybory nie są świadome. W krajach, gdzie dobry design jest od lat i ludzie wyrastają w takim otoczeniu, bardziej kierują się własnym zdaniem. U nas to musi być kartel, włoska firma, droga lampa. Ważne żeby był stempel. W sklepach są na przykład ładne lampy. Ale tych lamp jest tylko pięć i w każdym sklepie w Polsce są te same. Dobre, drogie i wszyscy, którzy mają pieniądze i podobają im się bardziej wyszukane rzeczy mają wybór ograniczony do kilku najlepiej sprzedających się marek. Na Zachodzie ludzie szukają czegoś nowego, dlatego tam polskie nowości mają wzięcie.
Ocena: 3,33
W jakim kierunku zmierza polska biżuteria? Chodzi mi o prace, które Pan oglądał jako juror konkursu MINIMUM w Legnicy.
Od paru lat jest oczekiwanie organizatorów, że to ma być biżuteria konceptualna niż zgrabna forma i trochę takich rzeczy było, ale niezbyt dużo. Mam wrażenie, że na świecie ludzie w ogóle są trochę pogubieni i nie wiedzą w którą stronę podążać. No i powszechna jest komercjalizacja. Chociaż jest wielu młodych i zdolnych ludzi, którzy potrafią coś zrobić, ale mogę sobie wyobrazić, że będą robić to wyłącznie na własny użytek, bo żyć z tego jest trudno. Na konkursach widać, że nie wiedzą czy mają robić ładne rzeczy, czy nieładne ale fajne. Nie byłem aż taki zachwycony poziomem na MINIMUM. Było bardzo dużo prac, bo około pięciuset, ale z tego z mojej perspektywy może dziesięć dobrych. Było oczywiście dużo ładnych, dobrze zaprojektowanych, takich których nie powstydziłyby się galerie, ale nie nawiązywały do tematyki konkursu. Jeśli organizator prosi o wypowiedz nawiązującą do określonego tematu, a ktoś przysyła pierścionek z ładnym kamieniem, to nawet jeśli jest to ładna rzecz, to nie na ten konkurs. Takich prac niestety była większość. Ale pierwsza nagroda jest bardzo fajna i kilka prac było dobrych, kompletnych – ktoś chciał coś powiedzieć, miał pomysł i wykonał to w ciekawej formie.
■
Arek Wolski
Ocena: 2,75
Magdalena Brozio
Fot.: Materiały prasowe