Dalej bursztynowym szlakiem, cz.3
Z Pragi w kierunku Linz idzie się ciężko – to teren górzysty, lasy, pola, mało asfaltowych dróg. A przecież to dopero początek 250-kilometrowej trasy, którą zaplanowała Mirosława Stroińska na wrzesień. Przeczytajcie sami jak poradziła sobie nasza wędrowniczka na odcinku, który, jak sama mówi, był wyjątkowo trudny.
|
| Mirosława Stroińska |
| Ocena: 0,00 |
|
|
Śladem bursztynowych kupców ruszyłam ze Zbraslav. Nadal wzdłuż biegu Wełtawy, rozlewisk rzeki i terenów górskich. Cały czas w krajobrazie, uprzednio Pragi, jak i teraz jej okolic dominują skały. Dochodząc do Vrane nad Vltavou, zastanawiałam się dlaczego rybak na środku rzeki ma łódkę oznaczoną zieloną kulą. Podchodząc bliżej zauważyłam, że jest to przeprawa przez rzekę.
|
| Skały na przeciwległym brzegu Weltawy… |
| Ocena: 0,00 |
|
|
|
| …i przy zakolu rzeki |
| Ocena: 0,00 |
|
|
|
Elektrownia wodna we Vrane nad Vltavou. Takich widoków zapewne nie oglądali wędrujący dawnym szlakiem |
| Ocena: 0,00 |
|
|
Zasięgając wcześniej “języka” co do trasy, doradzono mi by nie iść ścieżką rowerową, bo prowadzi przez teren górski, tylko z Vrane nad Vltavou do Mechenice mostkiem – uwaga – kolejowo-rowerowo-pieszym. Jeszcze przed mostem dopytywałam przygodnego kierowcę, czy faktycznie pieszemu wolno tam iść. Na to miły starszy pan, że tak, ale trzeba uważać i rozglądać się na wszystkie strony, bo “maszynka tam jeździ”.
|
| Ścieżka “rowerowa” prowadząca na most |
| Ocena: 0,00 |
|
|
Po chwili marszu przez most, nagle usłyszałam odglos linek kolejowych, a po chwili gwizd samej kolejki i na zakręcie widać już było wagoniki. Więc ja, strachliwa kobiecina, stanęłam jak najbliżej barierki mostu. Byłoby rewelacyjne zdjęcie kolejki, ale stojąc prawie na baczność, na drżącym moście, gdzie poniżej rzeka, nie odważyłam się wyciągnąć aparatu, a co dopiero zrobić fotkę. Uff, torami kolejowymi, po śliskich kamieniach, bo zaczęło padać, dotarłam do stacji Mechenice, gdzie w przydrożnej kafejce odsapnęłam przy kawie.
|
| Widok z mostu na zakole rzeki |
| Ocena: 0,00 |
|
|
|
| W Mechenicach spotkałam bardzo ciekawe graffiti |
| Ocena: 0,00 |
|
|
Od miejscowości Mechenice rozpadało się. Idąc dalej szosą w kierunku Davle zaciekawiły mnie budowle po drugiej stronie Wełtawy, wraz z tunelami do przejazdu przez góry.
|
| Wełtawa w deszczu |
| Ocena: 0,00 |
|
|
Wytyczając trasę, aby uatrakcyjnić sobie marszrutę, strałam się częściowo wpasować w trasy turystyczne, czyli ścieżki rowerowe, piesze, szlaki przyrodnicze. W Davle, jak zwykle, upewniam się co do trasy. Kobieta wskazuje schodki i górkę, oznakowane żółtym szlakiem i na mapie też się wszystko zgadza, więc powinno być dobrze. Ale albo ja coś się źle spytałam wymieniając kolejną miejscowość, albo zostałam źle zrozumiana, bo coś mi nie pasuje.
|
| Davle – stary most |
| Ocena: 0,00 |
|
|
Chciałam iść brzegiem Wełtawy, w kierunku jej dopływu Sazawy, a tu stale w górę i w dół, a rzeki nie widać. Nie wiem ile razy wykrzykiwałam “nie lubię gór” i tym podobne epitety. Właśnie w takich momentach przydałby się pilot, może na rowerze, który sprawdzałby czy trasa wytyczona ma odniesienie do trasy w terenie. Taka osoba informowałaby mnie, czy w miejscu postojowym znajduje się jakiś nocleg i czy ewentualnie nie zmienić trasy.
Wreszcie napotkany gospodarz nieodległej posesji rysuje mi szkic i objaśnia jak się stamtąd wydostać.
|
| Pomocny w drodze napis |
| Ocena: 0,00 |
|
|
|
| Widok z wysokiego brzegu rzeki Sazawa na miejscowość Pikovice |
| Ocena: 0,00 |
|
|
Przez Pikovice, w kierunku Hradistka. Najpierw się śmiałam sama z siebie, że jako turystka wybitnie niegórksa muszę chodzić po górach, a potem powtórka typu “nie lubię gór”. I w końcu nocleg w Hradistku po około 25 kilometrach marszu.
Tekst i zdjęcia – Mirosława Stroińska
Czytaj także:
Dalej bursztynowym szlakiem, cz.1
Dalej bursztynowym szlakiem, cz.2
|