Rzeźbiarz złotnikiem, złotnik rzeźbiarzem
W planowanej serii artykułów publikowanych przez portal Polska Biżuteria ukażą się fragmenty pracy magisterskiej dotyczącej twórczości Jacka Byczewskiego, artysty zaliczanego do klasyków polskiego złotnictwa współczesnego. Praca została napisana przez Justynę Wilińską pod kierunkiem prof. Anny Sieradzkiej w Instytucie Historii Sztuki UW. Autorka podejmuje próbę scharakteryzowania twórczości artysty, począwszy od pierwszych prac powstałych podczas studiów na warszawskiej ASP aż po najnowsze projekty.
Pierwszy tekst dotyczy wczesnego okresu twórczości Jacka Byczewskiego, który datować można umownie na lata 1970 – 1975. Po ukończeniu w 1973 roku wydziału rzeźby na Akademii Sztuk Pięknych u Jerzego Jarnuszkiewicza artysta poświęcił się całkowicie złotnictwu. Rzeźbę porzucił jednak tylko pozornie, wykształcenie rzeźbiarskie miało bowiem decydujący wpływ ukształtowanie się charakteru jego złotniczej twórczości, który przejawia się w podejściu do formowania bryły i przestrzennym myśleniu o projektach.
Ocena: 4,67
Jacek Byczewski studiował na wydziale rzeźby warszawskiej ASP u prof. Jerzego Jarnuszkiewicza, uznawanego za jednego z najwybitniejszych pedagogów w historii uczelni. Jak wspomina, pracownia ta cieszyła się wśród studentów znakomitą opinią. Postrzegano ją jako kuźnię wolnej myśli, gdzie kwitła sztuka intelektualna.
Jedynymi dostępnymi w pracowni bez ograniczeń materiałami był gips i glina. Ten niezwykle skromny wybór zmuszał studentów pragnących spróbowania sił w innym materiale do samodzielnego poszukiwania. Na VI roku Byczewski przygotował pracę dyplomową, składającą się z dwóch części – teoretycznej i praktycznej, za którą otrzymał wyróżnienie. Artysta wykonywał przedmioty wzorowane na manekinach sklepowych przy użyciu różnych, łatwo dostępnych materiałów tj. sznurek i klej stolarski, ceramika i szkło wodne, papier mâché, aby przekonać się, czy ten sam obiekt stworzony za pomocą innych metod, np. pocięty na kawałki i pozszywany nabierze nowej treści i charakteru. Następnie przedmiot poddawany był różnym presjom, z wyłączeniem bezpośredniej ingerencji artysty. Jeden z modeli został odlany w glinie, zawieziony do pruszkowskiej fabryki Porcelitu, gdzie pod wpływem wysokiej temperatury zdeformował się. Kolejny, wykonany ze sznurka ze szkłem wodnym, zanim całkowicie wysechł zaczął opadać, tracić nadaną mu formę na rzecz ekspresyjnych, przypadkowych kształtów. Byczewskiego interesował efekt przypadkowości, zniekształcenia wynikającego z działania czynników zewnętrznych i właściwości fizycznych materiału. Jak wspomina, to był czas konceptualizmu, prób zdystansowania się do tradycyjnej roli twórcy i przeniesienia akcentu z artysty na przedmiot. Zabieg transpozycji tego samego obiektu w inne medium będzie się pojawiał w wielu jego projektach biżuterii.
Decyzja o związaniu swojej przyszłości z projektowaniem biżuterii była po części reakcją na pracownię rzeźbiarską - nieuporządkowaną, niechlujną. Podczas zajęć studenci wykonywali zazwyczaj prace w dużej skali, koncentrując się w większym stopniu na ekspresji przedstawienia niż na jakości wykończenia powierzchni. Byczewski tęsknił za szlachetnym materiałem, precyzją warsztatową i cyzelowaniem w małej formie. Studia w pracowni prof. Jarnuszkiewicza niewątpliwie ukierunkowały go jako projektanta, ale w zakresie metaloplastyki mogły mu przekazać dosyć skromną wiedzę. Z pomocą przyszedł mu uczeń z tej samej pracowni - Jacek Rochacki, dzięki któremu Byczewski nabył pierwsze umiejętności złotnicze. „Kiedy się zaprzyjaźniliśmy zacząłem odwiedzać Rocha w jego pracowni i coraz bardziej wciągać się w świat biżuterii.” Wówczas powstał pierwszy projekt biżuterii Byczewskiego. Był to srebrny pierścionek składający się z okrągłej obrączki wyginającej się w formę łzy w miejscu przeznaczonym zazwyczaj dla kamienia. Charakter projektu był spójny i czytelny, koncepcja polegała na zabawie proporcjami, różnymi przekrojami blachy. Projekt był nietypowy ze względu na formę i brak kamienia. Była to świadoma gra artysty z konwencją, próba podważenia tradycyjnego kształtu formy przy jednoczesnym zachowaniu jego funkcji użytkowej.
Ocena: 4,50
Po zakończeniu studiów Byczewski wyjechał do Paryża. Zgłosił ofertę podjęcia pracy w cechu rzemiosł i po otrzymaniu kilku odpowiedzi zdecydował się na współprace z niewielką, rodzinną firmą jubilerską. Jak wspomina, czteromiesięczna praktyka w paryskiej pracowni okazała się cennym doświadczeniem. Obserwowanie rozwiązań technicznych bardziej wprawnych rzemieślników dało młodemu twórcy dostęp do nowej wiedzy, którą mógł wykorzystać na własny użytek. W paryskiej pracowni wpojono artyście precyzję warsztatową, którą powrocie do Polski starał się wdrażać w swojej biżuterii.
Ówczesny rynek był wyjałowiony, sklepy nie oferowały żadnego wyboru, dominowały silnie skonwencjonalizowane ozdoby, głównie srebrne wylewki łączone z bursztynem. Paradoksalnie, projektowanie biżuterii było dla artysty pociągające ze względu na przeważające wówczas ubogie wzornictwo i mierny poziom wykonawstwa.
Skala pracowni złotniczej, która mogła zmieścić się w niedużym mieszkaniu, niewielki koszt jej wyposażenia, perspektywa zmian możliwych do wprowadzenia w tej dziedzinie oraz przychylna reakcja klientów, za którą szły intratne zamówienia to czynniki, które zadecydowały o tym, że Jacek Byczewski z rzeźbiarza przekwalifikował się na złotnika.
Ocena: 3,00
Kolejny okres twórczości przypada na pierwsze lata po ukończeniu studiów i związany jest z działalnością w grupie „UFO”. Artyści dzielili między sobą pracownie, inspirowali się wzajemnie, przygotowali wspólne wystawy. Oficjalnym debiutem Byczewskiego był udział w wystawie sztuki złotniczej w warszawskim salonie Desy na ul. Nowogrodzkiej w 1975 roku.
Artysta zaprezentował wówczas serię okazałych w formie bransolet wykonanych z czarnej skóry i srebra. Jak wspomina, rozwiązanie techniczne zastosowane w bransoletach powstało pod wpływem obserwacji mocowania plandeki na przyczepie ciężarówki, która przytwierdzona jest liną, przeciągniętą przez wystające wzdłuż przyczepy dulki. W bransolecie wykorzystany został analogiczny mechanizm.
Do pierwszych zaprezentowanych szerszej publiczności prac należy również seria biżuterii, w której artysta łączył srebro z hebanem. Byczewski perfekcyjnie opanował niełatwą sztukę inkrustracji, czego przykładem może być broszka pochodząca z połowy lat 70.
Ocena: 4,33
Ocena: 4,50
Powierzchnia przedmiotu o kształcie prostokąta z zaokrąglonymi rogami składa się z dwóch warstw. Zewnętrzną stanowi czarne tworzywo, przerwane przez ukośnie wycięty i zwijający się w rulonik pasek. Pod wycięciem widoczna jest wewnętrzna warstwa, budowana przez naprzemienny układ pasów srebra i hebanu o tej samej szerokości. Zrolowany fragmt tworzywa przywołuje skojarzenie z przedmiotami użytku codziennego, np. otwartą puszką konserwową lub rozdartą kopertą listu.
Geometryczne kompozycje o uproszczonej kolorystyce i zrytmizowanej strukturze, w których Byczewski łączył srebro z hebanem są przykładem inspiracji op artem. Koncepcja ukazania rozwarstwionych przedmiotów kontynuowana była w serii srebrnych pierścionków z poł. lat 70.
Ciąg dalszy nastąpi....
Justyna Wilińska
fot. archiuwum Jacka Byczewskiego